czwartek, 6 lutego 2014

Sleek - Garden of Eden


Na pewno macie już dość tych paletek. Pewnie większość z Was jeszcze jej nie kupiła, a już wyszła Wam bokiem. Ale:
1) przemogłam się i zrobiłam zdjęcia niemacanemu produktowi,
2) to jedna z tych paletek, które są godne uwagi. O ile kolorystyka przypadła Wam do gustu.




Ostatnio poczułam przesyt Sleek'iem. Po prostu chwilowo mi się przejadł. Miałam 17 paletek? 18? Co za dużo - to po prostu niezdrowo. Dlatego też postanowiłam, że mimo, iż ta paletka okręciła mnie sobie wokół palca - miałam jej nie kupować. Odkąd pojawiła się w polskich sklepach internetowych, zagryzałam palce i jakoś się trzymałam. I nie kupiłabym jej, gdyby nie okazja... Mam silną wolę, ale stwierdziłam, że skoro pozbyłam się ponad połowy paletek Sleek - mogę sobie pozwolić (och, logiko...). I oto jest! 






Gates of Eden, Eve's kiss, Paradise on Earth, Python.

Forbidden, Flora, Entwined, Adam's Apple.

Fig, Evergreen, Fauna, Tree of Life.

Wszystkie swatche, jakie pojawią się na blogu robię dla Was. Osobiście ich nie znoszę, ponieważ nie są zbytnio współmierne z tym, jak cienie zachowują się na oku. To, że swatch wyjdzie na palcu/wierzchu dłoni jak marzenie wcale nie oznacza, że jego użytkowanie będzie aż tak komfortowe. Zazwyczaj na swatchach cienie bardzo pudrowe, o konsystencji kredy, wychodzą najlepiej (wyglądają wręcz jak farba). Ale w trakcie użytkowania wcale nie są już tak przyjemne. Najczęściej ani się ze sobą nie łączą, ani nie trzymają zbytnio pędzelka i powieki. 
Idąc tym tokiem rozumowania, nie mam zamiaru oceniać cienia Adam's Apple, który jak widać - wyszedł na swatchu najgorzej. Tym bardziej, że to nie recenzja, a przedstawienie paletki.

Recenzją będą makijaże, które na blogu na pewno się pojawią.

Na koniec pokażę Wam jeszcze zestawienie dwóch cieni Sleek i dwóch z Makeup Geek (MUG).




Przy tym zestawieniu widać, jak metaliczne są cienie Sleek. Przy nich Makeup Geek wyglądają jak taka delikatna satyna, ale nie zrozumcie mnie źle! Ja nawet wolę satynowe wykończenie i sięgam po nie stosunkowo częściej.

To tyle na dziś. Mam nadzieję, że nie miałyście odruchów wymiotnych. Sama nie lubię, kiedy nagle, na wszystkich blogach, mówi się o tym samym. Ale jako była właścicielka zbyt wielu Sleeków mogę Wam tylko powiedzieć, że to jedna z najlepszych ich paletek - szczególnie pod względem kolorystycznym.


środa, 4 grudnia 2013

Sigma glove - po mojemu II


Dziś pokażę wam do czego przydała mi się miseczka z Ikei (patrz: poprzedni post zakupowy).

Post o myciu pędzli już był, ale od tego czasu trochę się pozmieniało.
Pędzle myję dalej mydłem Biały Jeleń (tylko kostka!). Chociaż przeżyłam krótki epizod z wersją w płynie - zdecydowanie nie polecam. Zdradzenie kostki było błędem! Kostko - wybacz.

W poprzednim poście pokazywałam wam moją >>tarkę<<. Problem w tym, że posiadam w domu malutkie zlewy i pranie pędzli na takiej tarce jest udręką. Fajne rozwiązanie - o ile macie zlewy normalnej wielkości (dla ludzi, nie dla chomików).

Dlatego mam nową i (raczej) ostateczną wersję tarki. 

Do jej wykonania potrzebujecie:



1. Miseczkę.
2. Pistolet do kleju.
3. Klej do pistoletu... =D

Postępujecie jak przy tarce - robicie różne kreski, fale, kropki itp. 
To nie ma być dzieło sztuki, więc nie przejmujcie się precyzją. 
A nawet jeśli wam się coś nie uda - zawsze możecie odkleić i zacząć od nowa!




Teraz umycie 200 pędzli na raz nie przyprawia mnie o omdlenia. Miseczkę stawiam na dnie mikroskopijnego zlewu, moczę pędzel, namydlam i myję pocierając o wybrane wypukłości. Na dobrą sprawę moje dłonie nawet nie mają styczności z wodą! 






Co myślicie o takim sposobie?

Ze swojej strony polecam serdecznie i jeśli uda wam się coś takiego "wyczarować" - dajcie znać! :) 


niedziela, 1 grudnia 2013

Zakupy: Ikea, Jysk, Biedronka *tasiemiec*


Odzwyczaiłam się od pisania...

Na dodatek ten rok kończy się zbyt szybko. Chociaż może to i lepiej? Nie był zbyt łaskawy dla mnie i mam nadzieję, że przyszły przyniesie ciut więcej pozytywnych rozczarowań.

Dziś mam dla Was mały, niedzielny "zapychacz" zakupowy. Jako, że udało mi się wylądować w Ikei drugi raz w życiu - zakupy były zdecydowanie większe. Wyszłam z wielkimi torbami i jeszcze większymi wyrzutami sumienia :D

I jako że mamy okres przedświąteczny to kupiłam kilka rzeczy, które pozytywnie mnie nastrajają. Może i Wam przypadną do gustu i dacie się na coś naciągnąć? :)




Coś na co czaiłam się od bardzo dawna - lampiony! Uwielbiałam na nie patrzeć u innych i sama chciałam kupić dwa. Tym razem przywiozłam ze sobą jeden, ale następnym razem to naprawię :)
Cudownie wyglądają przy zgaszonym świetle. Gwiazdki na szybkach dodatkowo rozpraszają światło. Czyż nie są urocze?